RSS
 

Mama w czterech ścianach – Samantha Wilde

15 lis

Mama w czterech ścianach
Autor: Samantha Wilde 

Samantha Wilde to przede wszystkim MATKA. Po przeczytaniu jej książki „Mama w czterech ścianach” nie ma się co do tego najmniejszych wątpliwości. Powiem więcej. Jest się jej wdzięcznym, że nią jest. I, że napisała  tę książkę. Bo jak zaznaczyła w „podziękowaniach”, bez nich (bez dzieci) tej powieści by nie było. I mimo tego, że podziękowania są zawsze na końcu, ja podziękuję jej za tą cudowną powieść na wstępie tej recenzji.

Przekornie… jak każda młoda matka podchodząca „chwilowo” do życia.  Nie ważne wtedy jest, że cały świat mówi Ci, że trochę zwariowałaś. Ty jako matka mówisz „wcale nie”. I masz do tego prawo! Osobiście jako matka prawie półtorarocznego dziecka coś o tym wiem. Podobnie jak autora, która dzieli się z nami swoimi najgłębszymi przeżyciami. Mimo zapewnienia, że ta książka nie jest o niej, czytając podziękowania i notkę biograficzną, śmiem przypuszczać inaczej. Ma się wrażenie, że w dużej części jest to jednak jej spowiedź. Które daje jej ukojenie.

Główna bohaterka powieści, Joy McGuire, jest początkującą mamą, która mając na uwadze wiecznie pracującego i nieobecnego męża, wychowuje synka Zacha praktycznie sama. Nie ma bowiem ochoty korzystać z pomocy wiecznie pouczającej ją teściowej. Mąż natomiast…pracuje by ona mogła tego nie robić oddając się opiece nad ich synem. I by spłacić ten wymarzony dom na przedmieściu w którym żyją. W którym jeśli coś się znajduje, to na pewno nie jest to rodzinna atmosfera. A może w męży Joy, tkwi przerażenie związane z byciem ojcem? To całe ponoszenie odpowiedzialności za czyjeś życie?

Miało być tak pięknie…
Mąż, dom, dziecko…

Może winą za obecny stan można obarczyć siebie nie tą „dziś”, tylko tą dawną siebie? Za decyzję wyjścia za mąż właśnie za Drew? Może wszystko można jeszcze zmienić? Być z kimś innym? W końcu matka Joy już po raz kolejny wychodzi za mąż…
Joy nieustannie trapią wątpliwości. Czuje się samotna, gruba, niedowartościowana. Wzdycha do dawnej miłości, do byłego chłopaka z którym aktualnie odnowiła przyjaźń.

Co jest iluzją? Co jest jest życiem? Czym jest życie i jakie ma wartości? Dlaczego dziecka tak bardzo zmienia nas i nasze związki? Co powinniśmy robić? Z tymi wszystkimi dylematami (i nie tylko tymi, ale nie chcę psuć radości z czytania tej książki, więc o innych nie wspominam) próbuje się zmierzyć nasza bohaterka. Kobieta. I już na zawsze MATKA. Której syn  wraz ze swoimi narodzinami zafundował – można by powiedzieć – podróż do innego świata. Z którego patrzy się na poprzedni, z zupełnie innej perspektywy. Mając na uwadze, że w pierwszym roku życia dziecka, raczej nie ma czegoś takiego jak wakacje – zawsze to jakaś podróż  ;-)

Książka posiada wiele ciekawych prawd wypowiadanych przez Joy. Jak np. to, że po urodzeniu dziecka ludzie dzielą Ci się na dwie kategorie: tych co posiadają dzieci, i tych co ich nie posiadają. Coś w tym jest.

„Matka w czterech ścianach” to beletrystyka przyjemna w odbiorze, ciekawa i realna. Polecam przede wszystkim każdej młodej mamie. Pozostawia po sobie dobry smak. Jeśli mogę to tak ująć. Bo autorka jest realistką. I trzeźwym okiem patrzy na świat. Tak więc zakończenie nie mdli a daje poczucie, że znów można uwierzyć w życie „pośmiertne” – jak to mówi Joy. Mając na myśli „poporodowe”.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Prószyński i S-ka

 

Tags:

Dodaj komentarz